Podatek od smartfona. "Ustawa musi wejść w życie"
Jeszcze w grudniu do parlamentu trafi ustawa o statusie artysty zawodowego. Choć idea słuszna, to wprowadza opłatę reprograficzną, czyli tak naprawdę parapodatek od smartfona, laptopa, tabletu czy telewizora. Tymczasem aż 74 proc. Polaków nie chce tej opłaty.
Opłata reprograficzna, czyli tak zwany podatek od smartfona, znów w grze. Resort kultury pod wodzą wicepremiera Piotra Glińskiego jeszcze w grudniu ma wyjąć projekt z zamrażarki i złożyć w Sejmie.
Przypomnijmy, projekt został zamrożony w czasie kampanii prezydenckiej. Właściwie to pomysł został zgaszony przez prezydenta Andrzeja Dudę, który - walcząc o reelekcję - zapewnił, że nie podpisze się pod żadną ustawą, która wprowadzi opłatę reprograficzną, bo wiadomo, że ta zostanie przerzucona na klientów, czyli nas wszystkich.
- Ja rozumiem, że producenci i dystrybutorzy mówią, że przerzucą tę opłatę na konsumentów. Trudno się temu dziwić, to zawsze jest taka polityka. Diabeł tkwi w szczegółach i o tych szczegółach będziemy rozmawiać, gdy ustawa pojawi się w parlamencie - powiedział w rozmowie z money.pl wicerzecznik PiS Radosław Fogiel
- Kluczowe jest to, by ta ustawa weszła w życie i tutaj jest nasza duża determinacja, nieprzypadkowo znalazło się to w naszym programie. Sama opłata nie jest rzeczą nową, pytanie: w jaki sposób ją ustawić? – dodał.
Firma od zera w epidemii? Jak zrobić to szybko i bezpiecznie- money.pl i mBank webinar odc. 5
Idea jest słuszna - wszak pieniądze mają trafić na specjalny fundusz, który pozwoli artystom zawodowym na wsparcie socjalne. Problem w tym, że zapłacą za to konsumenci, czyli my wszyscy.
A zdrożeją wszystkie obecnie najbardziej popularne urządzenia, czyli: smartfony, tablety, laptopy czy inteligentne telewizory (smart TV). Ich ceny wzrosną o 3 lub nawet 6 proc.
- Nie chcę rzucać kamieniem, nie dziwię się zapowiedziom producentów sprzętu, ale z drugiej strony społeczeństwo jest systemem naczyń połączonych, powinno być też systemem nieco solidarnościowym. Na pewno trzeba będzie jeszcze o tym porozmawiać z branżą - stwierdził wicerzecznik PiS.
- Będziemy myśleć i pracować tak, by tę ustawę wprowadzić, ale jednocześnie by nikt nie poczuł się skrzywdzony – podsumował rozmowę z money.pl Radosław Fogiel.
Zanim przejdziemy do tego co o opłacie sądzą Polacy, przypomnijmy słowa prezydenta Andrzeja Dudy.
Prezydent podczas kampanii napisał na Twitterze, a potem powtarzał: "Obciążenie wszystkich smartfonów opłatą (podatkiem) na rzecz ZAiKS, byłoby moim zdaniem niesprawiedliwe i konstytucyjnie wadliwe. To, że masz smartfona jeszcze nie oznacza, że korzystasz z utworów"
Polacy są na "nie"
Jeszcze w październiku Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) przeprowadził badanie opinii publicznej na temat opłaty reprograficznej. Wyniki poznaliśmy na początku grudnia i są one jednoznaczne - Polacy stanowczo sprzeciwiają się opłacie reprograficznej.
IBRiS zapytało: W lipcu tego roku pojawiły się informacje o projekcie wprowadzenia opłaty reprograficznej popularnie zwanej "podatkiem od smartfonów". Byłaby to opłata, którą będą ponosić importerzy i producenci smartfonów, tabletów, komputerów i telewizorów, która może wpłynąć na wzrost cen tych artykułów. Jak ocenia Pan/Pani wprowadzenie tej daniny?
Z badania wynika, że aż 74 proc. Polaków jest przeciwnych takiemu rozwiązaniu.
Pomysł wprowadzenia opłaty nie spotkał się z aprobatą Polaków. Zdecydowanie przeciwny takiej koncepcji jest częściej niż co drugi zapytany, a kolejne 25 proc. to osoby mniej radykalne w swoim osądzie, jednak w dalszym ciągu negatywnie oceniające to rozwiązanie (łączny odsetek not negatywnych na poziomie 74 proc.).
- Mimo że sprawa opłaty reprograficznej wyraźnie ucichła, to jednak co trzeci ankietowany, który słyszał o podatku, obawia się, że w obecnej sytuacji jest bardzo prawdopodobne, że ten temat może powrócić – powiedział Marcin Duma, prezes IBRiS.
Czytaj również: Dlaczego ZAIKS chce wyciągnąć miliard z naszych kieszeni?
Jak pokazują badania, pojęcie "podatek od smartfonów" jest bardziej znane niż "opłata reprograficzna". Tym chętniej władze sięgają po to drugie stwierdzenie, niemniej jedno i drugie to to samo.
- Nie dziwię się wynikom tego sondażu. Mylnie, ale powszechnie opłata reprograficzna jest odbierana jako podatek od smartfona, czyli coś, co każdy z nas będzie musiał zapłacić, a nie na tym to polega, ale powszechne rozumienie jest takie i trudno się temu dziwić, więc ten wynik nie zaskakuje – skomentował wyniki badania IBRiS Radosław Fogiel.
KO się wycofuje
Rozmawialiśmy również z Krzysztofem Mieszkowskim z Koalicji Obywatelskiej, który w imieniu swojego klubu złożył w Sejmie projekt analogiczny do projektu resortu kultury. Pytany o opłatę reprograficzną, która znalazła się również w ustawie KO, odparł, że wolałby, by pieniądze na fundusz dla artystów w pełni pochodziły z budżetu państwa.
- Różnica jest zasadnicza, bo opłata reprograficzna w naszym projekcie to nie jest jedyne źródło finansowania. Wychodzimy z założenia, że w głównej mierze powinno to robić państwo, a w zdecydowanie mniejszej pieniądze powinny pochodzić z opłaty reprograficznej – podkreślił polityk w rozmowie z money.pl.
Czytaj także: Praca tymczasowa. Takie umowy ma ponad połowa Polaków
- Zastanawialiśmy się nad tym bardzo długo, to zawsze najważniejszy element. Jednak jest to dopiero projekt ustawy. Nie wykluczam, że zrezygnujemy z opłaty reprograficznej w ogóle. Chciałbym, żeby tak było – dodał.
- Oczywiście, wolałbym, by pieniądze na fundusz dla artystów zawodowych w pełni pochodziły z budżetu. Księża dostają takie wsparcie i nikt nie zastanawia się nawet, by na ich fundusz pieniędzy szukać poza budżetem - stwierdził poseł.
- Jestem niemal pewny, tak na 99 proc., że z naszego projektu wyeliminujemy opłatę reprograficzną. To budżet państwa jest warunkiem podstawowym. Projekt to propozycja, byśmy mieli przestrzeń do dyskusji – podsumował Mieszkowski.