"To jest oczekiwany list" - powiedział dziennikarzom minister Klich. Amerykański dowódca zdaniem szefa MON wie co pisze, ponieważ "doskonale" zna naszych żołnierzy. Zdaniem ministra Bogdana Klicha, artykuły takie, jak w amerykańskim "Timie" są zupełnie niepotrzebne. "Niepotrzebne jest również przywiązywanie do nich zbyt dużej wagi"- dodał szef MON.
Według Klicha, artykuł opublikowany w "Timie" to fałszywka zamieszczona po to, żeby poróżnić sojuszników. "Polacy z Amerykanami stoją ramie przy ramieniu i wykonują te same zadania" - podkreślił minister. Dodał też, że o dobrym wyposażeniu naszych żołnierzy i wywiązywaniu się ze stawianych ich zadań wie w Polsce "każde dziecko".
Minister Klich przypomniał jednocześnie, że z amerykańskimi sojusznikami od wielu lat prowadzimy rzeczowy dialog - zarówno na poziomie taktycznym, operacyjnym jak i politycznym. "Mówimy do siebie zawsze otwartym tekstem" - powiedział Bogdan Klich.
Tuż po publikacji w tygodniku "Time" artykułu o polskich żołnierzach w Afganistanie minister obrony nazwał go "oburzającym" i "nieprawdziwym". Bogdan Klich zażądał wyjaśnień od amerykańskich dowódców, Johna Campbella i głównego dowódcy sił NATO w Afganistanie generała Davida Petraeusa. Generał Petraeus nie odniósł się jeszcze do sprawy.
W artykule anonimowi amerykańscy żołnierze krytycznie wyrażają się o działalności Polaków w prowincji Ghazni. Zarzucają im brak aktywności, co miało doprowadzić do wzmocnienia talibów w tym rejonie. Padają też oskarżenia o bałagan w logistyce i brak decyzyjności dowódców niższego szczebla.
Nieoficjalnie mówi się, że zarzuty anonimowych amerykańskich żołnierzy mogą odnosić się do działań szóstej zmiany polskiego kontyngentu, która w Afganistanie służyła poprzedniej zimy. Ich następcy z siódmej zmiany mieli bowiem opinię nadzwyczaj aktywnych i skutecznych w walce z rebeliantami.