Kandydaci do nominacji prezydenckiej w Partii Republikańskiej (GOP) zabiegali w poniedziałek o głosy wyborców w stanie Illinois, gdzie we wtorek odbędą się kolejne prawybory.
Sondaże wskazują tam na niewielką przewagę byłego gubernatora Massachusetts Mitta Romneya przed byłym senatorem z Pensylwanii Rickiem Santorumem.
Na liście kandydatów są jeszcze: były przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich i kongresman z Teksasu Ron Paul.
Romney, faworyt wyścigu do nominacji, prowadził w poniedziałek kampanię w Chicago, gdzie spotkał się ze studentami na miejscowym uniwersytecie.
W wygłoszonym tam przemówieniu atakował politykę ekonomiczną prezydenta Baracka Obamy, mówiąc, że wzrost jest niewystarczający, gdyż rząd utrzymuje zbyt wiele regulacji i jest nieprzychylnie nastawiony do biznesu.
"Gospodarka za wolno dochodzi do siebie. Mamy problemy, bo rząd jest za duży" - oświadczył.
Illinois jest stanem, gdzie do niedawna wygrana Romneya w prawyborach byłaby zagwarantowana - wśród wyborców GOP dominowali tu umiarkowani konserwatyści, tacy jak on.
W ostatnich latach jednak nastroje się zradykalizowały i duże wpływy ma populistyczno-prawicowa Tea Party. Stwarza to szanse dla Santoruma, popieranego przez konserwatywne skrzydło Republikanów.
Były senator atakował w poniedziałek Romneya, nazywając go "finansistą z Wall Street". Tak jak w poprzednich stanach Santorum liczy na głosy wyborców mniej wykształconych i biedniejszych.
Chociaż notowania Obamy nieco spadły w ostatnich tygodniach, sondaże wskazują, że gdyby wybory odbyły się dziś, jego szanse z Romneyem są równe. Gdyby kandydatem GOP został Santorum, prezydent nie powinien mieć trudności z jego pokonaniem.
Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski (PAP)
tzal/ mc/