W czwartek - przedostatni dzień kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego - niektórzy kandydaci już podsumowywali kampanię, inni jeszcze przedstawiali spoty wyborcze i zgłaszali pomysły mające przekonać do nich wyborców.
Podsumowując kampanię, liderka listy PO w okręgu małopolsko- świętokrzyskim Róża Thun powiedziała, że zapamięta przede wszystkim liczne spotkania z wyborcami i ich autentyczne zainteresowanie przyszłością Unii i rolą w niej Polski.
W jej ocenie "merytoryczna rozmowa z wyborcami" spowoduje, że frekwencja w niedzielnych wyborach będzie wyższa, niż zapowiadało się to na początku kampanii.
Według Thun ciekawe były również merytoryczne debaty z kandydatami innych ugrupowań. W tym kontekście podkreśliła, że "jeden był zawsze nieobecny". "Mianowicie lider listy PiS Zbigniew Ziobro tchórzył aż do końca" - dodała.
"Jak w końcu po wielokrotnych zaproszeniach pana Zbigniewa Ziobry na debaty, poszłam na otwarte spotkanie, które on organizował, to najpierw powiedział z estrady, że właściwie jest ono zamknięte i nie powinnam tam przychodzić, po czym - jak chciałam z nim porozmawiać - to uciekł tylnymi drzwiami i wyjechał, więc rozmawiałam z jego wyborcami. Pan Ziobro tym się charakteryzował podczas tej kampanii, że ani razu nie uczestniczył w żadnej merytorycznej rozmowie" - stwierdziła Thun.
Do przyjścia Thun i kandydatki SLD Joanny Senyszyn na zebranie wyborcze Ziobro w Krakowie nawiązał w czwartek szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Według niego był to pierwszy przypadek "próby dezorganizacji kampanii wyborczej PiS".
Drugim przypadkiem takiej dezorganizacji był - według Gosiewskiego - fałszywy alarm bombowy, który zakłócił w środę kieleckie spotkanie wyborcze kandydatów PiS do Parlamentu Europejskiego. Według niego, była to świadoma akcja polityczna.
Gosiewski stwierdził, że jest "praktycznie niemożliwe", aby ktoś ze zwolenników PiS próbował w ten sposób zakłócić wczorajsze spotkanie. "Mam nadzieję, że zostaną wykryci sprawcy, dowiemy się kto był sprawcą, a kto inspiratorem" - dodał.
Kampanię ocenił też Dariusz Rosati - nr 1 na warszawskiej liście koalicji Porozumienie dla Przyszłości-CentroLewicy. Według niego, debata publiczna w okresie przedwyborczym powinna być spokojna i rzeczowa, podejmująca tematy europejskie. Dodał, że tak jednak nie jest, a kampania przemieniła się "we wzajemne okładanie się kijami" przez główne partie na scenie politycznej.
PdP-Centrolewica przedstawiła nowy spot wyborczy, którego bohaterem jest Rosati. On sam powiedział, że jego ugrupowanie chce zaprezentować wyborcom spot, który nie jest agresywny i w którym jako czarny bohater nie występuje ani premier Donald Tusk, ani b. premier Jarosław Kaczyński.
W spocie Rosati mówi m.in., że Polakom czasem wydaje się, że Unia Europejska to biurokracja i odległe struktury, a tak naprawdę decyzje, które zapadają w Brukseli, dotyczą każdego.
Rosati przekonuje, że w pracy w Brukseli politycy wykorzystują doświadczenia, swój profesjonalizm, by wspólnie realizować polskie marzenia. Na zakończenie spotu pojawia się napis: "Europa to ludzie. Twój głos też się liczy".
Z kolei warszawscy kandydaci PiS do PE zaapelowali w czwartek do kandydatów innych partii reprezentujących stolicę o podpisanie wspólnej deklaracji na rzecz rozwoju miasta.
Deklaracja dotyczy m.in. upraszczania przepisów unijnych utrudniających budowę dróg i lotnisk, działania na rzecz sprawiedliwego pozyskiwania i podziału środków unijnych oraz wspierania kulturalnych inicjatyw stolicy.
"Dla Warszawy chcemy działać ponad podziałami" - przekonywał Arkadiusz Mularczyk. "Myślę, że warto, by taką deklarację podpisali kandydaci wszystkich opcji, bo mało wyborców wierzy, że cokolwiek od europarlamentarzystów w stolicy zależy" - argumentowała Ewa Tomaszewska.
Elżbieta Jakubiak zaproponowała założenie klubu warszawskiego z udziałem przyszłych europarlamentarzystów, który wspierałby starania władz Warszawy o uzyskanie przez miasto tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016.
Natomiast działacze Libertas Polska przedstawili główne założenia projektu konstytucji swojego autorstwa. Proponują m.in. zmniejszenie liczby posłów do 360, zmianę charakteru Senatu, w którym z urzędu zasiadaliby przedstawiciele samorządów lokalnych oraz wprowadzenie zapisów chroniących polską własność na Ziemiach Zachodnich i Północnych.
Opowiadają się także za zlikwidowaniem art. 90 obecnej konstytucji dotyczącego zasad przekazywania w niektórych sprawach kompetencji organów władzy państwowej organizacjom międzynarodowym.
Lider listy Libertas na Mazowszu Dariusz Grabowski zapowiedział w czwartek, że tuż po wyborach, wspólnie z Januszem Dobroszem, założą Fundusz Obrony Narodowej. Libertas chce poprzez tego rodzaju fundację wspierać polski przemysł obronny, m.in. Fabrykę Broni "Łucznik" w Radomiu.
Natomiast szef Prawicy Rzeczypospolitej Marek Jurek na konferencji prasowej przed siedzibą warszawskiego Sądu Okręgowego mówił, że jego partia jest obiektem ataków środowisk homoseksualnych. Dowodem na to - dodał - są pozwy złożone w trybie wyborczym przez kandydata na eurodeputowanego CentroLewicy Krystiana Legierskiego przeciwko kandydatom Prawicy. Pierwszy z wniosków został oddalony w środę. Dwa inne rozpatrywał w czwartek sąd.
Legierski pozwał Marię Mięsikowską-Szreder i Stefana Czupę oraz pełnomocnika Komitetu Wyborczego Prawicy na okręg Gdynia-Słupsk- Gdańsk Andrzeja Czaplickiego za ich wypowiedzi na temat homoseksualizmu, które padły pod koniec maja na spotkaniu wyborczym w Kartuzach.
Lider Prawicy opowiedział się ponadto przeciwko "ograniczaniu wolności słowa poprzez zablokowanie debaty na temat roszczeń politycznych ugrupowań homoseksualnych", a także przeciwko legalizacji małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez pary tej samej płci.
Jurek ocenił też, że "Traktat Lizboński to zagrożenie dla porządku społecznego w Polsce dlatego, że przewiduje ściganie wszelkich form dyskryminacji ze względu na orientację seksualną". (PAP)
czo/joko/wni/agy/ilp/mzk/ban/ mok/ woj/