Dodał, że obecna ranga Wiednia wynika nie z tego, że wiedeńska giełda jest największa, lecz z tego, że Wiedeń uważany jest wciąż za centrum regionu Europy Środkowowschodniej.
"Sądzę, że na pewno będziemy największą giełdą, ale to, czy pozostałe giełdy w naszym regionie połączą się z nami, czy też zachowają samodzielność, na obecnym etapie nie można przesądzać" - powiedział.
"Nie tylko nie jest znany docelowy model rynków finansowych w naszym regionie, ale także w Europie. W innych krajach Europy stawia się te same pytania, co u nas. Tuż obok giełdy w Londynie działa mała giełda dublińska, która doskonale prosperuje" - dodał.
Wśród zalet warszawskiej giełdy, Rozłucki wymienił dużą i rosnącą gospodarkę, dynamiczne spółki wykazujące się dobrymi wynikami i architekturę rynku wyrażającą się w dobrych regulacjach, dobrej organizacji oraz nowoczesną technologię.
"To są te atuty, które stawiają nas w czołówce europejskich giełd, ale cały czas naszym największym problemem jest wielkość giełdy" - powiedział.
Rozłucki oczekuje, że po wyłonieniu doradcy prywatyzacyjnego w grudniu, zarząd warszawskiej giełdy będzie miał na wiosnę 2005 roku jego opinię, a Skarb Państwa ją zaakceptuje.
Skarb Państwa wyłonił we wtorek krótką listę na doradcę przy prywatyzacji GPW, na której są Rotschild, konsorcjum McKinsey & Company Poland, CDM Pekao SA i Ernst & Young oraz konsorcjum Citigroup Markets Polska i DM Banku Handlowego.
Przy prywatyzacji warszawskiej giełdy w grę wchodzą trzy opcje: oferta publiczna (rozwiązania stosowane w różnych krajach europejskich), zwrócenie się do inwestorów instytucjonalnych, lub strategiczny sojusz z którąś z największych giełd europejskich.
"Spodziewam się, że jedna z tych opcji, lub jakaś ich kombinacja zostanie wybrana" - powiedział prezes GPW.
Dodał, że warszawska giełda jest zainteresowana konsolidacją rynków kapitałowych w regionie, i że przyjęcie trzeciej opcji prywatyzacyjnej, czyli sojuszu z zagranicznym partnerem, nie przekreśla tego celu.
"Można być częścią większych struktur europejskich i również próbować konsolidować rynek Europy Środkowowschodniej. Konsolidacja nie jest jednak łatwa i przebiega z ogromnymi oporami. Nie jest to proces jednokierunkowy, a już na pewno nie jest jednolinijny" - powiedział.
Prezes giełdy powiedział, że plan wprowadzenia na nią nowych spółek został w tym roku przekroczony o 100 proc. i będzie ich ponad 30. Rozłucki mówił pół roku temu, że tegoroczny plan minimum obejmuje 15 spółek.
"Nie sądzę, by jakakolwiek spółka dobra z dobrą perspektywą miała kłopoty ze zgromadzeniem kapitału w Warszawie" - powiedział.
Wartość wszystkich tegorocznych ofert przekroczyła 20 mld zł, z czego lwia część przypada na PKO BP.
"Subskrypcja oferty (PKO BP) została przekroczona ponad 10 razy. Takich banków można było sprzedać od razu kilka, a pamiętam, że minister skarbu autentycznie obawiał się, czy rynek wchłonie tak dużą ofertę" - powiedział Rozłucki.
Giełda w Warszawie przyciąga inwestorów zagranicznych i spółki zagraniczne dzięki rosnącej aktywności polskiego rynku oraz rosnącej aktywności polskich inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych.
Obecnie na warszawskim parkiecie notowany jest austriacki bank BACA i węgierski Borsodchem. W przyszłości będzie to amerykańska spółka IVAX i zapewne węgierski MOL.
Rozłucki spodziewa się, że w 2005 roku na giełdę trafią akcje PZU, choć zależeć to będzie od wyników postępowania przed sądem arbitrażowym w Londynie, w którym konsorcjum Eureko mające 30 proc. pozwało Skarb Państwa w związku z odmową sprzedaży kolejnych 21 proc. akcji.
Prezes GPW uważa, że zainteresowania akcjami spółek bankowych i finansowych takich wynika z dobrych regulacji sektora finansowego w Polsce.
"Nasz nadzór bankowy jest gorącym zwolennikiem notowania banków na giełdzie, jako dodatkowej metody nadzoru nad bankami przez rynek" - powiedział.