W ostatnim czasie jednym z najważniejszych tematów jest inflacja. Ekonomiści przyglądają się różnym wskaźnikom cenowym, by zrozumieć to, co się dzieje i skuteczniej przewidywać przyszłe zmiany.
W środę światło dzienne ujrzały wskaźniki inflacji producenckiej (PPI), które obrazują zmiany cen uzyskiwanych przez producentów w Niemczech i Czechach. Obaj sąsiedzi są dla Polski bardzo znaczącymi partnerami w handlu zagranicznym. Tym samym tamtejsze podwyżki cen finalnie mają też wpływ na inflację u nas.
Drożyzna w Niemczech i Czechach
Najnowsze dane nie napawają optymizmem. Sugerują drożyznę, która nie maleje, a wręcz przybiera na sile. W marcu w Niemczech ceny producentów wzrosły o 4,9 proc. w skali miesiąca, a jeszcze w lutym analogiczny odczyt pokazywał wzrost na poziomie 1,4 proc.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Inflacja kilkukrotnie przyspieszyła, co mocno zaskoczyło ekonomistów. Spodziewali się wzrostu wartości wskaźnika, ale znacznie mniejszego - do poziomu około 2,6 proc. W skali roku można mówić już o podwyżkach przekraczających 30 proc. (prognoza: 29 proc.; poprzednio: 25,9 proc.).
Ekonomiści Pekao wskazują, że widać już pierwsze efekty wojny w Ukrainie. Nigdy wcześniej Niemcy nie notowali takich odczytów inflacji producenckiej. Największy skok nastąpił w przypadku cen energii, które w marcu wzrosły o 83,8 proc. w skali roku.
W środę rano poznaliśmy też analogiczne statystyki z Czech. Tam sytuacja jest niewiele lepsza, a skala negatywnego zaskoczenia jest bardzo podobna. Ceny czeskich producentów w miesiąc wzrosły o 4,2 proc., podwajając dynamikę sprzed miesiąca. To wynik znacznie przekraczający prognozy na poziomie 3 proc.
W efekcie roczna inflacja producencka w Czechach sięga już niemal 25 proc. Wzrosła w porównaniu z poprzednim odczytem o 3,4 pkt proc. i przebiła prognozy ekonomistów o 1,6 pkt proc.
Co z cenami w Polsce?
Eksperci Pekao zauważają, że już w czwartek powyższe statystyki będzie można porównać z inflacją producencką w Polsce. Dotychczasowe prognozy rynkowe zakładały roczny wzrost cen producentów o około 18 proc. Pekao celuje wyżej - w 19,5 proc.
Na wykresie wyraźnie widać, że przez lata wskaźniki inflacji producenckiej w Polsce i Niemczech niemal się pokrywały. Od kilku miesięcy dość wyraźnie się rozjeżdżają, bo w naszym kraju przyrost był do tej pory wolniejszy.
Nie przekłada się to na główną miarę inflacji konsumenckiej. Ceny w sklepach rosną w Polsce znacznie szybciej. Ostatnie dane GUS wskazały na 11-proc. podwyżki w marcu. W tym samym czasie ceny dóbr i usług konsumpcyjnych za naszą zachodnią granicą zwiększyły się średnio o 7,3 proc.
Damian Słomski, dziennikarz money.pl