W poniedziałkowy poranek przed szpitalem w Radziejowie pojawili się posłowie PiS: Joanna Borowiak i Tomasz Latos, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia oraz Grzegorz Piasecki, wicestarosta radziejowski.
Jak relacjonował portal nwloclawek.pl, politycy podczas konferencji prasowej zapewniali, że ten właśnie szpital jest przykładem na odpowiednie przygotowanie do trzeciej fali koronawirusa w Polsce. Miała to być również odpowiedź na krytykę PO dotyczącą kosztów funkcjonowania szpitali rezerwowych.
- Większość tych szpitali wykorzystuje w pełni bazę łóżkową, tak jak tu w Radziejowie, a ta infrastruktura pozostanie. Baza ta wzbogaci, pomoże w funkcjonowaniu lokalnej służbie zdrowia już w czasach pocovidowych. Są to bardzo dobrze wydane pieniądze, średnio kilka milionów na każdy szpital w województwie kujawsko-pomorskim - powiedział Tomasz Latos, cytowany przez nwloclawek.pl.
Joanna Borowiak przypomniała z kolei, że wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz powołał 77 pracowników służby medycznej. - Do szpitala w Radziejowie trafi 36 lekarzy i 16 pielęgniarek dla wzmocnienia kadry, która obecnie pracuje z pacjentami covidowymi - powiedziała Borowiak.
Problem w tym, że proces wzywania lekarzy do pracy przebiega mozolnie. Jak już pisaliśmy w money.pl, na te 77 skierowań do pracy dostarczonych 11 marca wpłynęło... 47 odwołań. Część z nich jest jeszcze weryfikowana. To dane z wtorku. O kolejne pomysły na rozwiązanie problemu szpitala w Radziejowie ponownie zapytaliśmy wojewodę. Czekamy na odpowiedź.
Stan na czwartek jest jednak taki, że do szpitala ostatecznie dotarła dwójka lekarzy. Z jednym z nich udało nam się porozmawiać.
Czekanie na telefon
Lekarka pracuje w małym miasteczku w kujawsko-pomorskim jako lekarz rodzinny. Jej POZ ma pod opieką ok. 14 tys. pacjentów. W grafiku na kolejne 4 tygodnie miała tam przepracować 200 godzin i przyjąć kolejne rzesze pacjentów zakażonych lub z objawami COVID-19. Tak się jednak nie stanie.
- 11 marca dostałam informacje od rodziców, że do domu dotarło wezwanie do pracy w szpitalu w Radziejowie, pod rygorem natychmiastowego wykonania. Do pracy miałam się stawić 15 marca - opowiada lekarka.
Kobieta nie podlega żadnemu wykluczeniu oddelegowania w związku z art. 47 ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych. Zarówno ona, pacjenci, jak i pracodawca musieli się pogodzić z decyzją wojewody.
- W poniedziałek 15 marca przyjechałam do szpitala w Radziejowie. Spotkałam się z dyrektorem, dostarczyłam dokumenty do kadr, przeszłam szkolenie BHP i do dziś czekam na telefon. To już 4 dni i nie wiem, co dalej - opowiada.
Lekarz czeka, zamiast walczyć z pandemią
Lekarka jest jak w zawieszeniu. Tracą na tym jej pacjenci z przychodni, a w szpitalu też nie pomaga, bo nie ma nawet jeszcze umowy.
- Tak nie powinno być, szczególnie w sytuacji rozpędzającej się pandemii - mówi lekarka zrezygnowanym głosem. Jak przekonuje, dyrektor nie miał nic do powiedzenia, jeżeli chodzi o wzywanych do pracy lekarzy.
- Dostał listę nazwisk bez informacji o naszych stażach pracy, specjalizacjach. Wiele wskazuje na to, że cały ten proces wzywania lekarzy jest nieprzygotowany. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że siedzę w swoim mieszkaniu 60 km od szpitala i czekam na telefon. Nawet nie mam jeszcze zakwaterowania na miejscu - opowiada.
Nieoficjalnie dowiedziała się, że umowa może być gotowa dopiero w przyszłym tygodniu. Mimo tego nie może pracować w przychodni, bo jest oddana do dyspozycji dyrektora szpitala w Radziejowie. Dlaczego tyle trwa przyjmowanie lekarzy do pracy w tym ZOZ?
- Musimy dopełnić formalności, uzupełnić dokumentację. Większość urzędów działa teraz w sposób zdalny. Mamy duży problem, by się tam dodzwonić. Mam jednak nadzieję, że dziś już jednak uda się zakończyć formalności i przyjmiemy do pracy lekarzy wezwanych przez wojewodę - mówi Sebastian Jankiewicz, dyrektor SP ZOZ w Radziejowie.
Sprzęt jest, ale...
Jak się jednak okazuje, szybkie przyjęcie do pracy lekarki niewiele zmieniłoby w sytuacji szpitala, który już od października funkcjonuje jako jednoimienny. Są tu 142 łóżka covidowe w tym 5 respiratorowych. Decyzją wojewody, powstało też kolejnych 100 miejsc, w tym 25 łóżek respiratorowych.
- Wszystko już mamy, cały sprzęt, ale brakuje nam lekarzy. Potrzeby pacjentów są olbrzymie, sam pracuję w zespole Ratownictwa Medycznego, więc wiem, jaki jest problem ze znalezieniem łóżka covidowego. Jeśli udostępnimy te kolejne 100 łóżek, to zapewniam, że zapełnią się w czasie krótszym niż dwie doby - mówi Jankiewicz.
Największa walka w Radziejowie trwa teraz o lekarzy. Ratownicy i pielęgniarki w szpitalu są.
- Na razie personel zwiększył mi się o dwóch lekarzy wezwanych przez wojewodę. To za mało, by wystartować z nowym oddziałem. Robimy, co możemy, by znaleźć tych lekarzy. Nasi pracownicy medyczni obdzwaniają znajomych, współpracujemy z samorządami lekarskimi, ale lekarzy brakuje w całej Polsce, zatem nie jest to proste zadanie - dodaje dyrektor.
Jak duża jest różnica między potrzebami a liczbą lekarzy wezwanych przez wojewodę? Do kolejnych 75 łóżek covidowych dyrekcja szpitala potrzebuje co najmniej 21 lekarzy. Najtrudniej będzie z anestezjologami. Aby ruszyć z kolejnymi 25 łóżkami respiratowymi, dyrektor potrzebuje natychmiast czterech anestezjologów i dziewięciu rezydentów anestezjologów.