Ten, kto nie kupił mieszkania, może się dziś zastanawiać, czy podjął dobrą decyzję. Bo choć i mieszkania, i kredyty drożeją w szalonym tempie, to i stawki najmu wróciły już do poziomów sprzed pandemii - pisze poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza".
Gazeta zauważa, że w ubiegłym roku mieszkania drożały w tempie ok. 15 proc., a w większym miastach nawet o 20 proc.
Znów będzie drożej
"Na ten rok prognozowane są przez ekspertów rynku nieruchomości kolejne wzrosty, o blisko 10 proc." - wskazuje dziennik.
Jak tłumaczą analitycy, na których powołuje się gazeta, ceny nie będą rosły już tak szybko, ponieważ znaczący wzrost stóp procentowych z jednej strony spowoduje, że kredyty hipoteczne stają się droższe i trudniej dostępne, a z drugiej - wzrost WIBOR-u sprawi, że bez problemu będzie można znaleźć obligacje korporacyjne z oprocentowaniem powyżej 6 proc. brutto.
Zamiast mieszkania obligacje
"Nie wiadomo, czy pozwoli to pokonać inflację, ale jest prawdopodobne, że część inwestorów zamiast kolejnego mieszkania kupi obligacje - ocenia "GW".
Ale, jak dodaje, są też czynniki, które mogą pchać stawki za metr kwadratowy w górę. To m.in. wysokie koszty materiałów budowlanych i rosnące płace - pisze.
Skończyły się dobre czasy dla najemców
"Teraz dochodzi do tego kolejny problem: skończyły się dobre czasy dla najemców" - stwierdza gazeta.
Przywołuje wyliczenia Expandera i Rentier.io, z których wynika, że po spadkach stawek najmu w największych miastach po wybuchu pandemii nie ma już prawie śladu.
"Mało tego - w trzech miastach: Gdyni, Łodzi i Szczecinie, najem jest już o blisko 10 proc. droższy niż w lutym 2020 r." - pisze dziennik. Wskazuje, że wciąż taniej niż przed pandemią jest w Warszawie i Krakowie.