- Taki jeden pracujący weekend w miesiącu jest dobry, bo potem w tygodniu można odebrać wolne i załatwić sprawy w urzędzie albo pójść na zakupy do pustego sklepu - mówi 27-letni Patryk. - Lepiej jednak, żeby był tylko jeden - dodaje.
Nawet przy tym zastrzeżeniu takie podejście to wyjątek wśród młodych ludzi. Tylko 13 proc. pracujących Polaków w wieku 20-34 musi "do roboty" przychodzić w sobotę i niedzielę. "Tylko", bo to ewenement na skalę europejską. Zajmujemy pod tym względem trzecie miejsce na kontynencie. Średnia unijna to prawie 30 proc.
- Moi znajomi, studiujący dziennie, pracują w weekendy. Pochodzą z małych miejscowości i wyjechali na studia do Warszawy. Muszą jakoś znaleźć te 700-800 zł na opłatę pokoju, a rodzice nie zawsze są im w stanie pomóc. Dlatego zazwyczaj nie chodzą w piątki na wykłady i decydują się na pracę. Chłopaki głównie w sklepach obuwniczych albo odzieżowych. Dziewczyny w barach, kawiarniach lub jako hostessy na wydarzeniach - mówi 22-letni Jakub.
Wiara w pracy nie przeszkadza
Mniej młodych niż u nas pracuje tylko w Portugalii i na Węgrzech. Na pierwszy rzut oka wygląda to na kontekst religijny. Kraje z wyraźną przewagą katolików - najwyraźniej szczególnie niedziele są dla nas zbyt ważne.
Taką teorię psuje jednak przeciwległa strona tabeli. Czwarte i piąte miejsce wśród krajów, gdzie pracuje najwięcej młodych, zajmują Irlandia i Włochy - też z dominującym katolicyzmem.
- Zastanówmy się, dlaczego młody człowiek pracuje? - mówi money.pl Łukasz Mazurkiewicz, socjolog i prezes ARC Rynek i Opinia - Jeśli jest na utrzymaniu rodziców i się uczy, to jest w stanie zaakceptować relatywnie niższe dochody z pracy dorywczej, bo potrzebuje ich tylko na własne przyjemności. Taki nie musi pracować w weekendy - ocenia.
A przecież w weekendy są imprezy, po co więc sobie psuć tak obiecująco zapowiadający się koniec tygodnia?
- Druga grupa to ci, którzy pracują, by zarobić na studia i własne utrzymanie, a w Polsce bardzo dużo młodych ludzi studiuje w weekendy. Łączą więc pracę w tygodniu z nauką w weekendy - dodaje Mazurkiewicz.
Między innymi dlatego wskaźnik pracujących w weekendy jest na niskim poziomie. Co nie oznacza wcale, że u nas młodzież generalnie głównie leży do góry brzuchem i kręci się po knajpach.
- Z badania można wysnuwać zarówno wniosek, że polska młodzież nie pracuje w weekendy, ale i taki, że pracuje dużo w tygodniu - zauważa Mazurkiewicz. - Być może nasi rodacy pracują więcej, ale nie akurat w weekendy? Nie wyciągałbym wniosków, że młodzi są wyłącznie na garnuszku rodziców - przestrzega, wskazując na statystyki o dużej pracowitości Polaków na tle Europy.
Za mało pracy w turystyce
A może po prostu u nas weekendowej pracy dla młodych nie jest dużo? W przypadku Włoch, gdzie w soboty i niedziele pracuje aż 40,5 proc. młodych, tak duży udział można z pewnością łączyć z walorami turystycznymi. Na to wskazuje też obecność w ścisłej czołówce Grecji i Turcji.
W tych krajach przy obsłudze turystów potrzebnych jest dużo młodych ludzi, a i sezon jest długi. A u nas? Sezon to zaledwie marne trzy-cztery miesiące w roku.
- Być może to też brak odpowiednich form zatrudnienia? Przez wiele lat był taki problem, że pracy dorywczej dla młodego człowieka nie było za wiele. Było to na przykład roznoszenie ulotek, czyli dolny segment zarobków. To się już jednak zmieniło, między innymi dzięki preferencjom dla studentów przy zatrudnieniu, np. niższym składkom ZUS - ocenia prezes ARC.
Masz opinię, newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl