Pierwsza polska sieć współdzielonych skuterów elektrycznych blinkee.city podbija Europę. Gdy już wydawało się, że z przytupem wjedzie do szwedzkiego Sztokholmu, musiała ostro wyhamować. Wszystko przez lokalne przepisy.
Wypożyczalnie skuterów to w Skandynawii wciąż świeży pomysł. Chciała to wykorzystać polska firma blinkee.city, której pojazdy dobrze znane są już mieszkańcom kilkunastu miast w Polsce. Stolica Szwecji – Sztokholm – miała być pierwszym celem ekspansji w tym regionie Europy. Niestety ambitny plan rozpowszechnienia skuterów wśród Szwedów będzie musiał poczekać.
OGLĄDAJ: * *#dziejesienazywo: Ile kosztuje zakup skutera?
Jak dowiedział się money.pl, polska firma nie sprawdziła dokładnie przepisów. W największej szwedzkiej metropolii obowiązują strefy płatnego parkowania, co oznacza, że skuterów nie można zostawiać, gdzie popadnie. Startup musi więc skorygować swój biznesplan.
- Skutery były w fazie pilotażowej. Po to jest ta faza, aby odnaleźć nieprawidłowości i je skorygować. Chcemy uniknąć powtórki sytuacji z Hiszpanii, gdy chcieliśmy wystartować ze skuterami w marcu tego roku, a ostatecznie zaczęły jeździć dopiero we wrześniu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to uruchomimy w Sztokholmie nasze skutery w marcu przyszłego roku – powiedział money.pl prezes blinkee, Marcin Maliszewski.
Zbiórka na ekspansję
Zarządzający firmą od ponad roku intensywnie rozwijają swój projekt. W ramach poszerzenia oferty planowana była ekspansja na kolejne rynki. W globalnej flocie blinkee znajduje się ok. 1000 pojazdów. Polskimi skuterami jeżdżą m.in. mieszkańcy Walencji, Splitu i Budapesztu. Sieć doskonale radzi sobie też w samej Polsce. Firma ma ok. 100 tys. użytkowników, a pojazdy dostępne są w 17 polskich miastach. Są to m.in. Warszawa, Poznań, Trójmiasto, Kraków, Wrocław, Łodź, Kołobrzeg, Giżycko, Lublin, Białystok, Rzeszów oraz powiat Ostrowski.
Kraj ze Skandynawii miał być najnowszym przyczółkiem dla elektrycznego transportu. Polska firma planowała uruchomić w Sztokholmie flotę ok. 80 skuterów.
Oprócz dostarczenia pojazdów, chodziło również o stworzenie całego ekosystemu dla elektromobilności. Operacja ma kosztować ok. 200 tys. euro. Pieniądze miały pochodzić ze zbiórki equity crowdfundingowej, która polega na tym, że to konsumenci przekazują pieniądze na rozwój danego projektu w zamian za udziały w firmie. Maliszewski zapewnił money.pl, że pomysł na zbieranie tych funduszy jest wciąż aktualny.
Nasz rozmówca nie wyklucza wejścia na kolejne rynki na północy Europy. Które kraje konkretnie? To już zależy od zarządu spółki celowej, która powstanie w Skandynawii. Z kolei w przyszłym sezonie możliwe, że skutery zagoszczą na wschodzie Europy.
Chałupnicze początki biznesu
Firmę założyło trzech przedsiębiorców. Oprócz cytowanego Marcina Maliszewskiego, jego brat Paweł oraz Kamil Klepacki. Zarówno aplikacja, jak i elektronika to w całości efekt ich pracy. Jak twierdzą, pierwsze modele składali we własnych domach.
Jak działa aplikacja? Wystarczy znaleźć na mapie najbliższy skuter, uruchomić go a następnie zapłacić za przejazd. Pojazdy stoją przy ulicach. Nowy użytkownik odbiera skuter tam, gdzie pozostawił go poprzedni użytkownik. Nie ma specjalnych parkingów czy garaży, by skorzystać z jazdy.
Na przykładzie transportu najlepiej widać, jak funkcjonuje ekonomia współdzielenia. W Polsce z powodzeniem działają wypożyczalnie aut na minuty. Co się lepiej sprawdza biznesowo? Marcin Maliszewski przyznaje w rozmowie z money.pl, że budowa floty skuterów jest znacznie tańsza od aut. Cena hybrydowej toyoty yaris, którą można dostać w ofercie firmy Panek to co najmniej 75 tys. zł. Natomiast za skuter przedsiębiorca zapłaci ok. 14 tys. zł. Z drugiej strony, carsharing to usługa na pełen rok, tymczasem chętnych do wypożyczenia skutera zimą zapewne nie będzie.
Prezes blinkee.city nie chce zdradzać finansowych szczegółów swojej firmy. Zaznaczył tylko, że firma globalnie zyskuje po ok. 1000 użytkowników dziennie.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl