Limit wydatków całego sektora finansów publicznych wzrośnie w 2018 roku o blisko 35 mld zł, do kwoty 800 mld zł - wyliczyła gazetaprawna.pl. Obie liczby wynikają z reguły wydatkowej, która zmusza rząd do pilnowania wydatków. Chodzi o to, by o ile nie ma pokrycia w dochodach - wydatki nie rosły zbyt szybko. W ten sposób zarówno deficyt finansów publicznych, jak i zaciągany na jego finansowanie dług są teoretycznie pod kontrolą.
Jednak nadwyżka w postaci 35 mld zł prawdopodobnie zostanie w całości skonsumowana na tzw. wydatki sztywne - wynikające z zapisów ustawowych i waloryzacji. Jednym z nich są renty i emerytury, na które w ubiegłym roku państwo będzie musiało wydać prawdopodobnie o kilkanaście miliardów zł więcej.
Skąd ta kwota? Od października tego roku zacznie obowiązywać niższy wiek emerytalny, co w tym roku obciąży państwowa kasę kwotą ok. 2 mld zł. W 2018 roku będzie to już jednak około 10 mld zł.
Analitycy ZUS szacują, że Fundusz Ubezpieczeń Społecznych wypłaci w przyszłym roku ponad 232 mld zł świadczeń o 16-18 mld zł więcej niż w tym roku. Więcej pochłoną także wydatki na KRUS. I choć liczba pobierających rolnicze świadczenia spada, minimalna emerytura została podniesiona do 1000 zł. Jak szacuje gazeta, ponad 200 tys. emerytów i rencistów ubezpieczonych w KRUS na tym skorzysta.
Jeśli dodamy do emerytalnych wydatków kolejne obowiązkowe pozycje, czyli wydatki na obronność (2 proc. PKB, w przyszłym roku ponad 39 mld zł - wzrost nawet o 2 mld) i NFZ (ok.4 mld zł), to okaże się, że już w budżecie jest zaplanowane blisko 25 mld zł. Do tego dojdzie jeszcze wzrost wydatków na subwencję oświatową dla samorządów i rosnące budżety instytucji, które same projektują własne budżety: naczelne sądy, Trybunał Konstytucyjny, Kancelaria Prezydenta, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, IPN czy Rzecznik Praw Obywatelskich.
Dlatego, jak twierdzi gazetaprawna.pl, Ministerstwo Finansów zmieniło tempo obniżania deficytu sektora rządowego i samorządowego. Jeszcze bazując na optymistycznych prognozach wzrostu gospodarczego sprzed roku (3,9 proc. PKB w tym i o 4 proc. w 2018 r.), resort planował zmniejszenie deficytu do 2 proc. Teraz konieczna jest korekta tych założeń. Po pierwsze ze względu na wspomniane wcześniej większe koszty w postaci wydatków na emerytury. Po drugie obecne prognozy wzrostu PKB nie są już tak dobre.
Wystarczy wspomnieć, najnowszą prognozę Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który spodziewa się, że wzrost PKB Polski w 2017 r, wyniesie 3,4 proc. Natomiast prognozy MFW na 2018 r. zakładają Polska gospodarka urośnie o 3,3 proc. Dodajmy, że sam wicepremier Mateusz Morawiecki, także snuje nieco ostrożniejsze prognozy. W połowie marca Morawiecki, który odpowiada ze resorty finansów i rozwoju, prognozował, że wzrost PKB w 2017 r. będzie na poziomie ponad 3 proc. Natomiast w tegorocznej ustawie budżetowej rząd prognozuje, że wzrost PKB wyniesie 3,6 proc. w 2017 r. i 3,8 proc. w 2018 r.
Z kolei analitycy finansowego potentata Barclays, podwyższyli prognozę PKB Polski na 2017 r. do 3,2 proc. z zakładanych wcześniej 3,0 proc. Bez zmian pozostawili szacunek wzrostu PKB w 2018 r. - na poziomie 3,4 proc.
Z tych względów deficyt będzie więc malał wolniej - być może o 0,7 pkt albo tylko 0,5 pkt proc. PKB. Dlatego dla powodzenia rządowych planów budżetowych na 2018 rok będą trzy kwestie: poziom wzrostu gospodarczego, determinacja Ministerstwa Finansów w uszczelnianiu systemu podatkowego i nadchodzące wybory - w przyszłym roku do samorządów, a kolejnych latach do Europarlamentu i parlamentarne w Polsce.
Eksperci zwracają przy tym uwagę, że w 2018 r. może wygasnąć efekt programu 500+, który obecnie mocno podbija dynamikę konsumpcji.