Przywódcy grupy siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw świata (USA, Japonii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Kanady) spotkają się 26 i 27 maja na japońskim półwyspie Shima (Ise-Shima). W spotkaniu wezmą udział także szefowie Rady Europejskiej Donald Tusk i Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.
Szczyt przypada na okres pogłębiającej się niepewności w światowej gospodarce konfrontowanej z terroryzmem, spowolnieniem w Chinach i innych krajach rozwijających się, a także konsekwencjami spadających cen ropy naftowej i obawami przed ewentualnym wystąpieniem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej po referendum 23 czerwca. Eksperci zwracają uwagę, że rynki finansowe liczą na mocne zobowiązania krajów G7 w kwestii ożywienia wzrostu, ale oczekiwania te mogą być na wyrost.
Wśród wyzwań komplikujących wysiłki na rzecz pobudzenia wzrostu wymienia się starzejącą się siłę roboczą, słabnącą produktywność i utrzymujące się następstwa kryzysu finansowego z roku 2008.
Na poprzedzającym szczyt spotkaniu ministrów finansów G7 i szefów banków centralnych uzgodniono, że głównym symptomem, który wymaga natychmiastowych działań, jak słaby globalny popyt. Nie udało się jednak przezwyciężyć różnic, jeśli chodzi o środki zmierzające do tego celu - podczas gdy Japonia opowiadała się za skoordynowanym pakietem zachęt fiskalnych, Niemcy wzywały raczej do reform strukturalnych. We wnioskach ze spotkania ustalono, że decyzja pozostaje w gestii poszczególnych krajów i takie stanowisko przyjęto jako podstawę szczytu przywódców.
W ubiegłym miesiącu Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy gospodarcze na lata 2016 i 2017 dla rozwiniętych gospodarek, w tym krajów europejskich, USA i Japonii, w których wspólny średni wzrost pozostaje poniżej 2 proc. od 2010 roku. Opór klientów przed kupowaniem, a przedsiębiorców przed inwestowaniem, mimo sięgających dna stóp procentowych, zaskoczył wielu ekonomistów i polityków; w rezultacie MFW, Bank Światowy i poszczególne rządy musiały kilkakrotnie obniżać prognozy, które okazywały się zbyt optymistyczne.
- Chcielibyśmy wysłać wyraźny i mocny sygnał, że G7 może odpowiedzieć na obecną sytuację i przyczynić się do osiągnięcia trwałego i silnego wzrostu światowej gospodarki - powiedział dziennikarzom w Tokio premier Japonii Shinzo Abe przed odlotem na półwysep Shima.
Porozumienie jest prawdopodobne natomiast w kwestii konieczności walki z uchylaniem się od podatków, szczególnie w kontekście afery "Panama Papers", która dała światowej opinii publicznej lepsze pojęcie o skali unikania płacenia podatków, ukrywania dochodów w fasadowych firmach i fundacjach czy prania brudnych pieniędzy.
Oczekuje się, że zebrani w Japonii liderzy będą dążyli do zaprezentowania wspólnego stanowiska w najważniejszych kwestiach międzynarodowych jak kryzys uchodźczy spowodowany m.in. przedłużającą się wojną w Syrii, sytuacją na Ukrainie, północnokoreańskimi próbami rakietowymi i programem nuklearnym Pjongjangu. Rozmowy będą także poświęcone sporom terytorialnym i światowemu terroryzmowi.
W kwestii bezpieczeństwa morskiego jest mało prawdopodobne, by wspólna deklaracja napiętnowała Chiny za ich jednostronne działania na Morzu Południowochińskim, ze względu na zainteresowanie krajów europejskich pogłębieniem relacji gospodarczych z Pekinem, drugą gospodarką świata - przewiduje japońska agencja Kyodo.
Oczekiwane są też wspólne deklaracje na temat priorytetów międzynarodowego bezpieczeństwa, w tym ukrócenia źródeł finansowania terrorystów.
Źródła unijne informowały w ubiegłym tygodniu, że Unia Europejska oczekuje, że szczyt G7 w Japonii potwierdzi konieczność utrzymania sankcji gospodarczych wobec Rosji.
- Dyskusja o Ukrainie i Rosji będzie ważna z punktu widzenia UE, bo w dużej mierze wyznaczy kierunek dla naszych wewnętrznych dyskusji w Unii na ten temat. Tak było w poprzednich latach. Uważamy, że odpowiedź na kryzys ukraiński może być skuteczna tylko wówczas, jeśli będzie zgodna i skoordynowana w gronie G7 - powiedział wysoki rangą urzędnik UE, zaangażowany w przygotowania do szczytu.