Moskiewski dziennik "Kommiersant" cytuje pragnącego zachować anonimowość funkcjonariusza grupy operacyjno-śledczej z Mozdoku. "Wysyłamy do Moskwy dane na temat tego, co się wydarzyło, a w wiadomościach telewizyjnych słyszymy coś innego" - powiedział informator gazety. Według niego, wojskowy szpital przygotowany na przyjęcie 150 pacjentów, był przepełniony. W chwili zamachu w budynku było także około 30 lekarzy i pielęgniarek. W sześciu namiotach na terenie szpitala przebywało do 8 do 16 osób. Dodał, że ofiary są także wśród mieszkańców Mozdoku. Funkcjonariusz FSB powiedział, że jego zdaniem, w ataku ucierpiało ponad 200 osób.
Z kolei dziennik "Gazieta" pisze, że dostęp do poszkodowanych w eksplozji jest utrudniony. Są oni pilnie strzeżeni w szpitalach. Komentatorzy zwracają uwagę na analogię z tym, co działo się po zamachu na moskiewski teatr na Dubrowce. Władze od początku ukrywały liczbę ofiar akcji odbijania zakładników. Lekarze nie wiedzieli też, jakiego gazu użyły sużby specjalne podczas operacji. Gaz zabił 129 osób, a kilkaset otruł.
W najbliższych dniach trudno będzie ustalić, ile osób faktycznie zginęło w Mozdoku. Akcja poszukiwawczo-ratownicza zakończyła się wczoraj. Wieczorem rumowisko ma zostać wyrównane.