Dzięki zakupowi Polenergii PGE zostanie liderem w dziedzinie morskich farm wiatrowych w Polsce. To bardzo ważne, bo priorytety energetyczne rządu ulegają korekcie - dowiedział się money.pl.
Przejęcie Polenergii nie jest dla państwowego giganta wielkim problemem. Za pakiet kontrolny PGE zapłaci co najmniej pół miliarda złotych. Zważywszy na ostatnie zakupy spółki – tyle, co nic. Dość powiedzieć, że jeszcze w listopadzie ubiegłego roku PGE za 4,27 mld zł przejęła jedną elektrownię i osiem elektrociepłowni od francuskiego EDF, stając się tym samym największym wytwórcą ciepła w kraju.
Transakcja byłaby korzystna dla obu stron. Wedle naszych informacji, Sebastian Kulczyk od dawna chciał się pozbyć spółki. Młody biznesmen nie czuje rynku energetycznego. Natomiast dla PGE istotne jest to, że Polenergia to aktualny lider, jeśli chodzi o morskie farmy wiatrowe w Polsce. Wprawdzie firma takich instalacji nie ma, ale ma już decyzję środowiskową na ich budowę.
W dodatku firma Kulczyków podpisała umowę na sprzedaż połowy udziałów spółek celowych powołanych do konstrukcji farm wiatrowych na Bałtyku. Zakupił je norweski potentat energetyczny Equinor – ciągle bardziej znany pod swoją starą, zmienioną raptem tydzień temu nazwą, czyli Statoil. Farmy Bałtyk Środkowy II i III mają powstać od 27 do 40 km od wybrzeża na wysokości Łeby. Ich moc ma sięgnąć 1,2 GW.
Właśnie te inwestycje sąważne dla PGE. Nie dość, że polska spółka od razu je przejmuje, to jeszcze Equinor jest pożądanym partnerem. Rząd chce robić więcej interesów energetycznych z Norwegami. W dodatku Equinor ma doświadczenie w dziedzinie offshore, czyli właśnie energetyce "morskiej". Posiadaja już farmę o mocy 30 MW u wybrzeży Szkocji.
Jak wynika z informacji money.pl, właśnie na offshore chce teraz stawiać rząd Mateusza Morawieckiego.
- Mateusz lubi wielkie projekty – mówi money.pl źródło zbliżone do rządu. – I najlepiej, by były pionierskie. Wielkich farm wiatrowych na morzu nie ma na razie prawie nikt.
Zdaniem naszego rozmówcy na tym tle rysuje się konflikt między premierem a ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim. Jest on wielkim zwolennikiem budowy elektrowni atomowej. Jego argumenty są jasne: bez niej trudno będzie Polsce spełnić wymogi co do emisji CO2.
Problem w tym, że budowa atomówki to ogromne koszty, rzędu nawet 70 mld zł. I jej wybudowanie na nikim nie zrobiłoby większego wrażenia.
O możliwym odejściu Tchórzewskiego plotkowało się zresztą już przy okazji grudniowej rekonstrukcji rządu. Tak się jednak nie stało.
- Wydaje się, że Polenergii ciężko byłoby funkcjonować samodzielnie na rynku – komentuje informacje o planach PGE Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. – Nie jest tajemnicą to ministerstwo energii ma największy wpływ na rynek OZE w Polsce - dodaje.
Jego zdaniem zakup Polenergii to także kolejny krok w strategii budowania „polskich czempionów” gospodarczych. Tyle tylko, że szczyt możliwości naszych firm energetycznych to przejmowanie konkurencji w Polsce. Nie są w stanie konkurować na rynku międzynarodowym.
Według Wiśniewskiego ewentualne przejęcie Polenergii wiązałoby się z jeszcze jednym aspektem. – Obecne przepisy o energetyce odnawialnej mówią, że do aukcji OZE muszą stanąć co najmniej trzy podmioty i w koszyku muszą być trzy projekty. Po zniknięciu Polenergii z rynku, dla offshore ten warunek nie będzie mógł być spełniony. To oznacza, że najpewniej czeka nas kolejna zmiana przepisów - zauważa.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl