Do komisji prawnej przy Radzie Ministrów wpłynął projekt nowej ustawy o transporcie z resortu infrastruktury. Nowe prawo oznacza kres Ubera czy Taxify.
Dokument trafił do komisji 17 października, a więc dzień przed masowym protestem taksówkarzy w Warszawie. To ostatni etap przed ewentualnym przyjęciem projektu na posiedzeniu rządu – informuje portal Wirtualnemedia.pl.
Jeśli nowe prawo wejdzie w życie, uniemożliwi one świadczenia różnych rodzajów usług przewozu osób przez pośredników. W istocie przewóz osób będą mogli prowadzić tylko licencjonowani taksówkarze.
Projekt zakłada nałożenia na pośrednika ubiegającego się o licencje w przewozie obowiązku posiadania wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej lub numeru KRS.
Co to oznacza? Że licencję na pośrednictwo w przewozie będzie mógł uzyskać tylko podmiot, który w jakiś sposób jest zarejestrowany na terytorium Polski. Eliminuje to dostawców zagranicznych, a więc takich jak kalifornijski Uber czy estoński Taxify.
Nowe prawo nakłada także zakaz pośrednictwa przewozów okazjonalnych, co w praktyce eliminuje z transportu inne usługi niż taxi. Ponadto zmienią się zasady przewozu okazjonalnego. Umowa na niego będzie musiała mieć podpis elektroniczny za pośrednictwem Profil Zaufanego. Jest to kolejne utrudnienie dla nieoficjalnych przewoźników.
Ponadto resort chce wprowadzić katalog kar za łamanie przepisów. Grzywny za naruszenie ustawy będą wahać się od 2 do 40 tys. zł. Ta ostania kara to sankcja za zlecanie przewozu podmiotom wykonującym przewóz okazjonalny, więc inny niż taksówka. Z karą 2 tys. zł muszą liczyć się kierowcy wykonujący przewozy bez spełnienia wymogów licencyjnych taksówek.
Nowe prawo idzie więc w kierunku postulatów taksówkarzy. I cywilizuje rynek przewozów, których dostawcy wykorzystywali luki w prawie.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez * *dziejesie.wp.pl